Autor: Leisa Rayven
Tytuł: Zły Romeo
Wydawnictwo: Wydawnictwo Otwarte
Ambitna dziewczyna i zdolny chłopak. Wspólna pasja oraz zapał do sztuki i aktorstwa. Wielka miłość, chemia, złamane serca. Nowa szansa, nieunikniony rozwój wydarzeń.
Kiedy ktoś czyta romanse, może pomyśleć: "jaki to ma sens? Czy one nie są wszystkie takie same?". Mogłoby się tak wydawać, w końcu wszystkie mówią o miłości, perypetiach, często również stracie i odnalezieniu siebie nawzajem po latach. Tak naprawdę, każdy pomysł jest wyjątkowy. Dla przykładu, mogłabym czytać książki Brittainy C. Cherry cały czas. Ma niezwykle lekki i wciągający styl pisania, interesujące fabuły i wyjątkowych bohaterów.
Myślałam, że ze Złym Romeo Pani Rayven, będzie podobnie. Skusiłam się na nią, ponieważ słyszałam na jej temat wiele pozytywnych słów. Ale cóż mogę powiedzieć o tej powieści? Nie jest to ani najgorsza ani najlepsza książka jaką czytałam, ale brakuje jej 'tego czegoś'.
Ale może najpierw skupmy się na zaletach. Pierwszą rzeczą, która przypadła mi do gustu, było nawiązanie do przeszłości. Opisy dawnych sytuacji, wspomnienie pierwszego spotkania, powrót do źródła sporu między głównymi bohaterami. Dzięki takiemu rozwiązaniu, możemy w przystępny sposób poznać ich charaktery oraz przekonać się, jacy byli zanim zmienili się pod wpływem wydarzeń i mijającego czasu. Kolejnym plusem jest stopniowe przedstawianie motywów działania Ethana i Cassie, a także wyczuwalna chemia między nimi.
Teraz nasuwa się pytanie - skoro była chemia, wszystko zostało wyjaśnione, to czego jej brakowało? Co było nie tak? Otóż, nie przewracałam kartek z narastającym napięciem, nie miałam poczucia "muszę wiedzieć, co było dalej", na nikogo również nie "warknęłam", gdy wszedł do pokoju, by przerwać mi zagłębianie się w lekturę (a bywało różnie ;)). Problemem dla mnie było napięcie seksualne głównych bohaterów, które mogło doprowadzić czytelnika do szału. Kolejną kwestią był Ethan, który okazał się strasznie rozchwianą postacią i, po pewnym czasie, jego zachowanie zaczęło mnie strasznie irytować. Bywały momenty, kiedy mnie wciągała i nie chciałam jej odkładać, ale były też chwile, gdy nie miałam ochoty do niej wracać. Książka stawała się dla mnie zwyczajnie nudna i oklepana. Brak zdecydowania u bohaterów tzw. mogę, ale jednak nie mogę. Chcę, ale nie chcę. Kurczę, wóz albo przewóz.
Podsumowując, ciężko jest mi ocenić tę książkę. Chciałabym ją opisać w samych superlatywach, ale nie potrafię. Miałam mieszane uczucia podczas czytania, i przyznaję się bez bicia, że nie dotrwałam do końca. Wiem, że Ethan skrzywdził 'miłość swojego życia', wiem również dlaczego (ale nie powiem, bo wtedy wiedzielibyście za dużo :p) i nawet jeśli sam pomysł był dobry, myślę, że potencjał nie został do końca wykorzystany.
Pozdrawiam ♥

